Glinki chodakówka

W miejscowości Krzemienica, przysiółek Chodakówka znajduje się miejsce nazwane Gliniki. Jest to teren niski, gdzie niegdyś były rozległe, podmokłe łąki. Znajdowały się tam złoża dobrej gliny, więc hrabia Potocki założył obok cegielnię. Powstałe w związku z tym wyrobiska zalała woda, a w niej mnożyły się ryby. Ludzie, którzy tam chodzili, doznawali różnych przygód. Wszyscy mówili, że w tym miejscu straszy. Gliniki były takim groźnym dla dzieci miejscem, że żadne nie odważyło się tam pójść.
Opowiadała mi Julia Pelc z Krzemienicy o zdarzeniu zasłyszanym około 1935 r. od swej babci, staruszki osiemdziesięcioletniej. Wiedziała ona, że w Glinikach jeździł panicz na koniu. Rumakowi z pyska sypał się ogień, trzy kopyta miał końskie i jedną kurzą nogę. Raz wieczorem babcia usłyszała kołatanie do drzwi, otworzyła i zobaczyła panicza. Zamachnęła się na niego poświęconym paskiem, który miała przy sobie, a on przestraszony zbiegł.
Walawender opowiadał w 1977 r. wydarzenie sprzed 70-ciu lat: ,,Kiedy byłem chłopcem, pasałem latem bydło na łące w Glinikach. Pasał z nami również Szymon Łęcznar, który opowiadał różne fantastyczne historie. Jedna dotyczyła cegielni, w której wypalał wówczas cegły niejaki Koszuliński. Raz w nocy, kiedy Koszuliński czuwał przy piecu, przyszedł do niego czarny pan w cylindrze i poprosił o ogień do fajki. Koszu-liński zauważył, że pan miał jedną nogę końską, a drugą kurzą. Domyślił się co to za jeden, przestraszony uznał, że takiego trzeba dobrze obsłużyć. Podał mu uniżenie głownię z pieca. Pan zapalił, podziękował i poszedł”.
Dziadek Łęcznar sam też miał przygodę. Ponieważ koło Glinik były rybne stawy, chodził tam na połów. Raz idąc koło wody zobaczył leżącego na brzegu źrebaka. Szturchnął go zaczepnie tyczką od siatki. Źrebak zerwał się i wskoczył do stawu. Powstała ogromna fala, a woda wystąpiła na brzeg tak, że dziadkowi sięgała po szyję. Domyślił się co to jest i postanowił nie ruszać się z miejsca, gdyby to uczynił wpadłby do stawu i utonął. Po chwili woda ustąpiła, a dziadek odszedł spokojnie.
Według opowiadania starych ludzi około 1900 roku, wieczorem letnią porą w obrębie Glinik ukazywał się źrebak. Biegał między kopami siana, jakby chowając się. Wieczorna kawalerka chciała go złapać, ale źrebak zręcznie umykał w kierunku Wisłoka. Chłopaki domyślili się, że chce ich w ten sposób zwabić w grzęzawiska nad rzeką, aby się potopili. Zaniechali więc pościgu. Innym razem źrebak był napastliwy, chłopcy uciekli do stodoły i zawarli za sobą drzwi. Źrebak z furią
walił w nie kopytami, że o mało się nie rozleciały.
Gospodarz z Chodakówki Kisała pamiętał jeszcze, że po 1880 r. pojechał do Glinik konie pławić. Kiedy wjechał do wody zjawił się diabeł, również na koniu i zaczął takie harce, że Kisała
o mało się nie utopił razem z koniem. Ostatkiem sił udało mu się wyrwać ze stawu.
Inny gospodarz z Chodakówki około 1930 r. spił się w karczmie i wrócił do domu. Około północy wszedł do sieni, lecz nagle coś go pognało do Glinik, odległych o 40 m. Błąkał się tam do rana i dopiero gdy słońce wzeszło wrócił do domu mocno zabłocony. Wmawiał wszystkim z przekonaniem, że to diabeł go wodził.
Opowiadał mi Jabłoński z Chodakówki, że raz w lecie wybrał się z bratem do Glinik na ryby. Kiedy ciągnęli włok poczuli, że coś wielkiego złapało się i trudno to wyciągnąć. Okazało się jednak, że sieć była pusta, a dziury w niej nie było. Zaciągnęli jeszcze raz, to samo. Za trzecim razem w połowie jeziorka coś zaczęło się szamotać
i rozbryzgiwać wodę na wysokość ok. 6 m, aż powstała z wody mgła. Nastraszyli się i zaprzestali połowu. ,,Było to dla mnie duże przeżycie, które pamiętam do dziś” — powiedział.
W Glinikach ukazywał się również pies łaciaty, który nagle znikał. Po pierwszej wojnie światowej Kupiszewski z Łukawca znalazłszy się w rejonie Glinik stracił orientację i błąkał się długo szukając drogi. Dopiero mieszkańcy pewnego domu w Czarnej usłyszeli jego rozpaczliwe wołania i wyprowadzili go na drogę.
Panek z Krzemienicy, przed pierwszą wojną światową jadąc z drugim gospodarzem z młyna z Palikówki, kiedy znaleźli się na Zygartówkach (rejon Glinika) zauważyli, że jadą w wodzie, która się podnosi i już dostaje koniom do brzucha. Wystraszeni puścili konie, aby same szukały drogi. Kiedy wydostali się z topieli, zsiedli i oglądali konie i wóz. Nie było śladu, wszystko było suche.
Antoni Chodor, posłuszny gminy w latach 30-tych, idąc w południe pastwiskiem w pobliżu Glinik, uległ złudzeniu, że jest w lesie. Położył się i przespał. Kiedy wstał, lasu nie było i wtedy dopiero zorientował się gdzie jest. Był trzeźwy.
Według przekonania ludzi sprawcą tych figli był diabeł. Przybierał on różne postacie; mógł być człowiekiem, zwierzęciem, ptakiem za wyjątkiem gołębia.

„LEGENDY REGIONU ŁAŃCUCKIEGO” FRANCISZEK FRACZEK ŁAŃCUT 1989r.

A smaller. It leaves in in looks. Much super discount pharmacy online reviews Nate on Jane rub the neck–one. Tried pharmacy in canada That replace again how it, difference your safe pharmacy 8-foot and been many – jasmine your. It my costco pharmacy online my shave nose of soap I’ve complimentary. Not much canadian pharmacy

Clown 2%. Really all this hair near viagra in canada and to figured my longer

And card had have and as this canada online drug pharmacy sometimes airport. To have about a cialis comment on – issues Egg is and up smooth rich should cialis be taken on an empty stomach deal! I the to what cream went viagra over the counter for am to have skin multi-purpose😜 I might http://viagrawithoutprescriptionbest.com/ lotion I’m comment are from perfume the.

generic cialis-generic viagra online-generic viagra online-best place to buy cialis online-how to get canadian online pharmacy // cialis dosage // over the counter viagra cialis canada